niedziela, 21 grudnia 2008

wreszcie.

Powędrowałem dziś do kościoła.
Przez nasze zamieszania w parafii
wylądowałem na mszy dla dzieci.
Nie byłem na niej od wieków.
Usiadłem w ławce. I zaczęły się pieśni...
pieśni przypominające jak z mamą wędrowałem
co niedzielę na 12 do kościoła. Tak śpiewałem
i myślałem sobie jak to było kiedy to ja siedziałem
przed ołtarzem i mówiłem za kogo chcę się modlić.
Takie wspomnienia.
Siedziała obok mnie taka starsza Pani, miła Pani.
Po mszy jeszcze chwilę się pomodliłem
i kiedy wstawałem ona powiedziała do mnie, z uśmiechem na twarzy:
Wesołych Świąt!
Niezwykle miło mi się zrobiło.
Odpowiedziałem jej, i podziękowałem.
Wyszedłem z kościoła pozytywnie nastawiony
i tak już zostało do teraz.

--

Z powodu, że długo nie pisałem dzisiejsza notka
będzie jak za dawnych dobrych lat - będzie długa ;]
Powiem Wam o ostatniej imprezie w Negatywie.
Fantastycznej...i powiem jeszcze o innych rzeczach.

Zaczynając od imprezy to chciałem Wam życzyć
właśnie takich na jakiej byłem w czwartek.
Fajne miejsce, fajni ludzie no...i solenizanci fajni.
Ja byłem zaproszony przez Piotrka, ale reszta też...wporzo.
Spotkałem tam nawet ludzi z Sopotu.
Wesoło było...
Tak się coraz częściej zastanawiam na czym polega przyjaźń.
Czytając wiele postów Vertigo, rozmawiając i doświadczając
wielu miłych sytuacji zastanawiam się czy można zostać kogoś
Przyjacielem po nie całym roku znajomości?
Czy kontakty częste i przyjacielskie mogą sprawić,
że taka znajomość szybko przeradza się
w przyjaźń? Mimo wszystko, że przyjaźń dojrzewa latami,
chyba można stać się Przyjacielem kogoś - na zawsze - po dość
krótkiej znajomości. Zależy od dwóch osób, i chyba można.
Nawet po kilku letniej znajomości - gdzie już na pewno można mówić,
że jest przyjaźnią prawdziwą - zdarza się, że następuję koniec.
Dlatego wnioskuję, że...przyjaźń dwóch osób narodzić się
może szybko, a dojrzewa do końca...I to jest piękne.
Taka mała refleksja.

Coraz szybciej zbliżają się moje obrady w Warszawie.
Nie cały miesiąc. O nich też coraz częściej myślę.
I zastanawiam się czy podołam, no ale chyba podołam.
Muszę. Jestem z trójmiasta, jestem z Sopotu, jestem z Jedynki ;]
No nie ma innego wyjścia, prawda?

Zima, ja chcę śnieg.
Na poprzednim blogu jak napisałem, że chcę to spadł
dwa dni później - jakoś tak - i wtedy Paulina, stwierdziła,
że nawet niebiosa chciały mnie uradować.
Pamiętam to jak dziś...mówiła to po tym, jak odprowadziliśmy
Asię i wracaliśmy do domu przez Marynarzy...
i wtedy sypało. I potem się bawiliśmy nocą ze śniegiem.
Oj, wesoło było ;-)
Dlatego mając nadzieję, że znowu spadnie po moim apelu mówię:
Chcę śnieg! Chcę śnieg! ;]

Stary rok mija, nowy już zaraz nadejdzie.
Dzień od jutra się wydłuża.
Podsumuję 2008 rok jak zwykle pod koniec grudnia.
Ale był to rok bardzo udany, ciekawy, pełen przygód,
przyniósł wiele wrażeń. Przyniósł porażkę, ale i wygraną.
Przyniósł nowe znajomości, ale jedna jest ponad je.
Dlatego 2008 jest rokiem dla mnie ciekawym,
interesującym, dobry.

Ot, tyle mego dzisiejszego wywodu...

Ciekawe czy Ania pamięta jak
30 grudnia wybraliśmy się w 4 na łyżwy.
Próbowałem się wbić na ten blog '4', ale znikł.

I działajcie no, a nie,
że Gabrysia musi Was ratować
i osamotniona komentuję ;)
Dołączcie do niej!

Komentarze (2):

Blogger grazynka pisze...

Ja też bym chciała śnieg :) Na obradach sobie z pewnością poradzisz;) Przecież jesteś Senatorem Jarekiem, kto inny miałby sobie poradzić?? Wydaje mi się, że przyjaźń nie zawsze musi trwać od wielu lat. Kwestia szczerości i podjeścia dwóch osób. Nie ważne kiedy się zaczęła, ważne jak długo będzie trwać.

Kiedy miało miejsce wydarzenie ze spadającym śniegiem na Twoją prośbę?? Bo nie pamiętam :P

22 grudnia 2008 14:46  
Blogger The Fly pisze...

dzięki za odwiedzanie mojego bloga. co do przyjaźni - jeśli będziesz w niej nastawiony na branie to niestety nic z tego nie wyjdzie - przyjaźń zakłada dar z siebie i życzę Ci abyś taką znalazł

26 grudnia 2008 21:33  

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna