niedziela, 23 grudnia 2007

Żongler Najświętszej Panienki

Legenda średniowieczna mówi,
że w kraju, który nosi obecnie nazwę Austria,
członkowie rodziny Buckhard: mężczyzna, kobieta i dziecko,
zabawiali ludzi podczas bożonarodzeniowych przyjęć,
recytując poezje, śpiewając stare ballady trubadurów
i robiąc sztuczki. Oczywiście nigdy nie mieli dość pieniędzy,
żeby kupić prezenty, ale mężczyzna
zawsze powtarzał synowi: – Wiesz, dlaczego worek
Świętego Mikołaja
nigdy nie robi się pusty, chociaż na świecie jest tyle dzieci?
Oprócz zabawek są w nim ważniejsze,
niewidzialne prezenty. Jeśli skłócona rodzina otrzymuje
taki prezent w najważniejszą dla chrześcijan noc,
nastają w niej znowu harmonia i spokój.
Święty Mikołaj sieje ziarna wiary w sercach dzieci,
które żyją bez miłości, przynosi nadzieję tam,
gdzie przyszłość jest czarna i niepewna.
Święty Mikołaj odwiedzi również nas.
Powinniśmy być wdzięczni, że jeszcze żyjemy
i możemy wykonywać swoją pracę,
która polega na uszczęśliwianiu innych.
Nigdy o tym nie zapominaj.

Płynęły lata.
Chłopiec wyrósł.
Pewnego dnia rodzina przechodziła obok
imponującego opactwa Melk,
które zostało niedawno wybudowane.
– Ojcze, pamiętasz, jak opowiadałeś mi historię o Świętym Mikołaju
i jego niewidzialnych darach?
Myślę, że otrzymałem kiedyś jeden z nich: powołanie,
by zostać księdzem.
Czy pozwolicie mi uczynić
pierwszy krok w zrealizowaniu tego marzenia?
Chociaż rodzice nie chcieli się z nim rozstawać,
zrozumieli i uszanowali jego życzenie.
Zapukali do drzwi opactwa
i zostali bardzo serdecznie przyjęci przez mnichów,
którzy wzięli młodego Buckharda na naukę.
Nadeszła Wigilia Bożego Narodzenia.

Tego dnia wydarzył się
w Melk wielki cud: Najświętsza Panienka zstąpiła na ziemię,
trzymając w ramionach Dzieciątko Jezus,
i odwiedziła opactwo. Mnisi ustawili się w kolejce,
każdy stawał dumnie wyprostowany przed
Najświętszą Panienką,
próbując oddać cześć Madonnie i jej synowi.
Jeden z mnichów położył przed nią piękne obrazy,
inny pokazał Biblię, którą pisano i ilustrowano przez setki lat,
trzeci recytował imiona wszystkich świętych.
Na końcu stał młody Buckhard,
czekając niecierpliwie na swoją kolej.
Jego rodzice byli prostymi ludźmi.
Jedyną rzeczą, jakiej go nauczyli,
było żonglowanie piłkami.

Kiedy nadeszła jego kolej,
inni mnisi chcieli zakończyć ceremonię,
uważali, że były żongler nie ma nic do dodania,
i bali się, że przyniesie ujmę opactwu.
Jednak Buckhard czuł głęboką potrzebę ofiarowania
daru Jezusowi i Dziewicy.
Chociaż zawstydził się, czując na
sobie surowe spojrzenia braci,
wyjął z kieszeni pomarańcze
i zaczął nimi żonglować. Podrzucał je i łapał.
Owoce kreśliły w powietrzu piękne koła jak niegdyś,
kiedy Buckhard jeździł z rodzicami po okolicznych jarmarkach.
Nagle Dzieciątko Jezus leżące na kolanach Najświętszej Panienki
zaczęło klaskać z uciechy. Dziewica wyciągnęła ręce
i pozwoliła Buckhardowi potrzymać uśmiechnięte Dzieciątko.

Według legendy, w związku z cudem,
który się wtedy zdarzył,
co dwieście lat do drzwi opactwa Melk puka młody Buckhard.
Zostaje przyjęty przez mnichów
i ogrzewa serca innych ludzi.

autor: Paulo Coelho
przeczytane w "tom'kultury" Nr 23.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna